Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura faktu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura faktu. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 20 stycznia 2015

Szymon Hołownia, Marcin Prokop-Wszystko w porządku

Pudła na strychu. Twardy dysk. Płyty. Seriale. Święte obrazy. Posprzątać w ogródku. Sprawdzić schowek na szczotki. Ogarnąć papiery w gabinecie. Zajrzeć do pudełek, pudełeczek, kopert, szuflad. Uporządkować! Wyrzucić! Posegregować! Ocalić dla potomności!
To nie lista wiosennych porządków. To zadanie, które postawili sobie Szymon Hołownia i Marcin Prokop. Zebrać swoje zabawki, fascynacje, anegdoty, pomysły, zachwyty i ludzi spotkanych przez blisko 20 lat pracy w mediach. Uporządkować, policzyć, a przede wszystkim – podzielić się tym z czytelnikami. Przy okazji, wedle ich własnych słów, chwaląc się sobie nawzajem, jakie to interesujące cekiny intelektu zebrał Hołownia, jakie to wspaniałe muszelki refleksji odkładał przez całe życie Prokop.
To jednak nie tylko zbiór kolorowych gadżetów. Pomiędzy nimi są rzeczy naprawdę ważne dla nich obu. Biorąc udział w tych porządkach, można się całkiem sporo dowiedzieć o obu panach. Czasami są to rzeczy zaskakujące…



Bardzo lubię słowne przekomarzanki tych panów, a już humor Marcina Prokopa bardzo mi odpowiada. Z ciekawością sięgnęłam więc do tej książki. Tak naprawdę nie do końca nadaje się ona do czytania, co początkowo próbowałam robić. Ale nie zawsze zainteresowania moje i panów Hołowni i Prokopa się pokrywały :) Interesująco było poznać ciekawostki związane w jakikolwiek sposób z kościołem, zakonami, wierzeniami ( w tematach wypowiadał się pan H.), jak i przyswoić sobie nowości związane z muzyką, telewizyjnymi zwyczajami i anegdotami o wszystkim w wykonaniu pana P. Ale co po książce pozostało? oprócz miłego wspomnienia, jedynie dwie- tak DWIE- inspiracje, żeby coś dalej sprawdzić, poszukać i zachować dla siebie. Reszta ...przeciekła przez palce. Ale wrażenie po tej książce jak najbardziej pozytywne :)

środa, 31 grudnia 2014

Mariusz Szczygieł- Gottland


Wybór znakomitych reportaży poświęconych Czechom, uwikłanym w czasy, w jakich przyszło im żyć. Czechosłowacja i Czechy - Gottland - to kraj horroru, smutku i groteski. "Gottland" Mariusza Szczygła nie ma nic wspólnego ze stereoptypową opowieścią o kraju wesołków, zabijających czas przy piwie.
Aktorka Lida Baarova - kobieta, przez którą płakał Goebbels; rzeźbiarz Otakar Szvec – twórca największego pomnika Stalina na kuli ziemskiej, który nim skończył dzieło, postanowił się zabić, autentyczna siostrzenica Franza Kafki, która do dziś żyje w Pradze; piosenkarka Marta Kubiszova, której komunistyczny reżim na 20 lat zabronił śpiewać i skasował nagrania z radiowych archiwów; legendarny producent obuwia Tomáš Bata, który stworzył kontrolowane przez siebie miasto na 10 lat przed pomysłami Orwella; pisarz Eduard Kirchberger, który stworzył siebie na nowo i został Karelem Fabianem oraz wielu innych – to bohaterowie tej książki. Poprzez ich barwne życiorysy Mariusz Szczygieł opowiada o czasach, w jakich przyszło im (i nam) żyć. Opowiada o wygórowanej cenie, jaką musieli zapłacić za pozornie nieważne decyzje, o tragicznym splocie przypadku i przeznaczenia, kształtującym życie całych pokoleń."

Reportaże Mariusza Szczygła znałam głównie z czytania Dużego Formatu. Zawsze od nich zaczynałam czytanie tego tygodnika. Kiedy więc pewnego dnia składałam zamówienie w Empiku, pomyślałam: a czemu by nie?
Książka pojechała ze mną na urlop w Karkonosze i pochłonęłam ją niemal w dwa wieczory :) Mariusz Szczygieł ma  świetny styl pisania, taki który mi od razu przypadł do gustu: lekko ironiczny, niby niechcący podaje miliony faktów i ciekawostek, a na koniec okazuje się, że zaserwował sporą dawkę analizy, wiedzy i swojej fascynacji Czechami.  "Gottland" to opowieść o Czechach przez pryzmat ikon czeskich: Baty, Vondrackovej, Gotta. To skonfrontowanie dwóch postaw wobec obcych: polskiej ( walcz, nawet jeśli masz zginąć ty i cały twój naród, a stolica ma być zrównana z ziemią) i czeskiej ( bądź bierny, współpracuj, bunt nie ma sensu, a Praga dalej stoi). To opowieść o tym, że kojarzący nam się raczej pozytywnie Czesi mają sporo za uszami, że nie do końca są dumni ze swoich wyborów, ale nie robią nic, żeby zmienić to w przyszłości. Na półce czekają kolejne reportaże Szczygła, a ja już sobie na nie ostrzę ząbki :)

czwartek, 11 grudnia 2014

Wojciech Tochman- Jakbyś kamień jadła

"Tochman towarzyszy antropolożce Ewie Klonowski w jej wysiłku scalenia rozproszonych szczątków, w jej nadziei, że kolejny odkopany grób pomoże połączyć kości zmarzłych z pogrążoną w żałobie rodziną. Nie pferując wyroków, nie proponując komentarza autor pozwala, by głosy ocalonych same opowiedziały o tych wstrząsających poszukiwaniach. W rezultacie otrzymujemy żywy portret kraju nadal zmagającego się z konsekwencjami wojny. Jednak głęboki sens "Jakbyś książkę jadła" nie odnosi się wyłącznie do Bośni-opowiada o uniwersalnym ludzkim pragnieniu, by móc pogrzebać i opłakac ciało".

Jest to jeden z najlepszych reportaży, jakie kiedykolwiek czytałam. Książkę czytałam w sumie kilka miesięcy temu, ale pozostawiła ona w mojej pamięci ważny ślad. Wydawałoby się, że to taka książeczka na jeden wieczór, nieco ponad 100 stron. Czytałam ją tydzień. Wzbudza tyle emocji, każdym zdaniem, każdym rozdziałem. Po niektórych akapitach musiałam mieć dzien przerwy  i zając myśli czymś innym, błahym. Wierzyć się nie chce, że po doświadczeniach II wojny światowej, na naszym kontynencie znowu dzieją się takie rzeczy, jak w Bośni. Że "człowiek człowiekowi".... Tochman stawia na minimalizm, oszczędność formy. Nie zadaje pytań, nie komentuje. Przedstawia fakty, ich interpretacją zając musimy się sami. To wymagająca i niełatwa książka. Ale bardzo ważna.

wtorek, 4 listopada 2014

Arlene Blum- Annapurna. Góra kobiet

Książki o tematyce górskiej to taki, które w moim domu mają swoje osobne miejsce na półce, które czyta również mój mąż i które zawsze wywołują potem dyskusje. Uważam, że nie ma lepszej recenzji książki, niż ta, że nie zostaje ona w milczeniu odłożona na półkę, ale właśnie wyzwala emocje, prowokuje do myślenia i do poszukiwania dokładniejszych informacji na własna rękę. Taka książką jest właśnie "Annapurna. Góra kobiet" Arlene Blum. Autorka była jednocześnie liderką wyprawy; to ona organizowała cała logistykę, rozmawiała z pomagającymi kobietom szerpami, to ona musiała być sędzią i rozjemcą swojej dwunastoosobowej drużyny i to ona musiała podjąć decyzję " Ty nie atakujesz szczytu".
Udział w wyprawie wzięło dwanaście kobiet. Dwanaście zdeterminowanych, utalentowanych i nastawionych na sukces kobiet. A cała wyprawa zainspirowana została słowami Wandy Rutkiewicz ( którą Arlene spotkała podczas wyprawy na Noszak w Afganistanie w 1972r) " Weszłyśmy na 7500m. Teraz musimy wspiąć się na 8000m. My- kobiety". I Arlene zmotywowana tymi słowami postanowiła zorganizować wyprawę złożoną tylko z kobiet, udało jej się do tego pomysłu przekonać mnóstwo ludzi, udało jej się zdobyć sponsorów, udało się wyjechać w Himalaje i w końcu udało się zdobyć Annapurnę. Ale jakim kosztem?
Książka napisana jest świetnym językiem, porywa lekkością, ale naszpikowana jest przy tym wieloma informacjami, szczegółami i informacjami, które moga zaskoczyć. Na przykład: wyprawa dwunastu kobiet potrzebowała do pomocy dwustu ( !!!) szerpów. Opis tego, ile trzeba codziennie wnieść kilogramów z jednego obozu do drugiego, przeraża. I jeszcze bardziej utwierdza nas, że podziw dla tych kobiet, jest w pełni uzasadniony. Sama narracja, to nie tylko wspomnienia Arlene Blum. Są tu także fragmenty dziennika jej i jeszcze dwóch innych uczestniczek wyprawy. Autentyczność pisania, emocje, ciągłe napięcie- to główne zalety tej książki.
Nie jest to książka dla fanów gór. To książka dla kobiet. O kobietach.
Polecam.

wtorek, 15 stycznia 2013

Wasdin Howard E., Templin Stephen-Snajper.Opowieść komandosa Seal Team Six

Jeśli prezydent USA chce mieć pewność, że zadanie zostanie wykonane, może liczyć tylko na nich.
Team Six – elitarny oddział Navy Seal.
Ludzie, którzy wytropili i zabili najgroźniejszego człowieka świata – Osamę bin Ladena.
To pierwsza książka napisana przez komandosa Team Six i jedyna, która daje bezpośredni dostęp do świata do elity elit służb specjalnych.
Howard E. Wasdin – najlepszy snajper Team Six (a co za tym idzie, jeden z najlepszych snajperów świata) – pokaże wam, jak wygląda rekrutacja do Komando Foki. Pozwoli wam poczuć ból najbardziej morderczego treningu świata. Zdradzi szczegóły najtrudniejszych i najdramatyczniejszych misji (m.in. tej w Somalii, którą widzieliście w filmie Helikopter w ogniu). Opowie, jak z perspektywy komandosa wyglądał atak na kryjówkę Osamy bin Ladena.

Książka nie należy do mojego ulubionego gatunku, ale znajdowałam się w sytuacji, że albo to albo nic, więc... :)) Jakoś przebrnęłam. Ale czy faktycznie jest się czym zachwycać? Sama narracja jest bardzo sprawna,  autor wprowadza nas w reżim szkolenia, ukazuje cierpienia wielogodzinnych treningów, przywołuje anegdoty dla rozładowania napięcia. Niby wszystko fajnie, ale denerwowało mnie jego - Autora, Wasdina- przeświadczenie o swojej świetności, Wiele razy powoływał się na fakt, że gdy w dzieciństwie jego przybrany ojciec kazał mu harować przy zbiórce arbuzów, bił za każde odstępstwo od jasno wyznaczonych reguł i wymagał dokładności, to on, Wasdin, ma teraz podczas szkolenia same korzyści. Jest odporny na ból, od lat jest nauczony dyscypliny i pracy fizycznej, więc wszyscy ci, którzy w międzyczasie podczas szkoleń odpadają, to po prostu mięczaki, które nie dają rady. Takie podejście wydaje mi się niesprawiedliwe i krzywdzące dla innych uczestników tych kursów.
Niemniej jak już pisałam, czyta się książkę naprawdę  sprawnie i dla fanów takiej tematyki będzie ona idealną pozycją.

środa, 9 maja 2012

Bernadette McDonald- Ucieczka na szczyt

Książka ta została napisana przez Kanadyjkę. Uważam, że to był świetny pomysł, aby ktoś niezwiązany bezpośrednio z polskimi instytucjami i polskim  światkiem wspinaczy napisał historię Złotego Wieku polskiego himalaizmu. Książka nosi podtytuł: Rutkiewicz, Wielicki,Kurtyka, Kukuczka. I to tak naprawdę o nich jest ta książka.
Autorka zaczyna od ogólnego rysu historii powojennej Polski, ukazując w jakich realiach życia codziennego przyszło żyć Polakom. Nie jest to jednak nudny wykład, a jedynie pretekst do ukazania, jak komunizm wpływał na różne decyzje podejmowane przez rodzinny przyszłych słynnych wspinaczy. Że trzeba było się przenosić za chlebem a to do Wrocławia, a to na Śląsk. Że jedyną ucieczką od burej rzeczywistości zaczęły stawać się góry- najpierw te najbliższe: Jura, Tatry, potem Alby i w końcu Himalaje. Że aby zarobić na rodzinę polscy himalaiści wymyli i wymalowali chyba każdy komin na Śląsku.
Książka chronologicznie ukazuje momenty najważniejsze dla himalaizmu: zdobycie pierwszego ośmiotysięcznika przez kobietę, zdobycie trudnych szczytów nowymi drogami lub w okresie zimowym. Ukazane są kolejne sukcesy i porażki głównych bohaterów, ale nie jest to wyliczanka typu: a wtedy i wtedy zdobyli to i to taka i taką drogą....  Zdobywanie kolejnych szczytów jest tylko pretekstem do ukazania, jakie musieli podejmować decyzje, na co się godzić, aby zrealizować swoje zamierzenia. Pokazuje też różne podejście do wspinania: niecierpliwość Wandy, szybkość Wielickiego, nieustępliwość Kukuczki czy wreszcie pokorę Kurtyki.
 Autorka nie jest bezkrytyczną wielbicielką polskich wspinaczy, przytacza wiele przykładów na to,że byli oni osobami trudnymi we współpracy, nie idącymi na żadne kompromisy, że potrafili się kłócić i obrażać, że każdy z nich miał swoją idee fixe.
W książce pojawia się teraz, że taka dominacja polskich wspinaczy w historii himalaizmu może mieć swoje początki w ustroju państwa polskiego, że bez PRL, cenzury, kartek, braku pieniędzy, nie byłoby aż takiego sukcesu. Że państwo dawało częściowo  pieniądze na wyprawy po to, aby chwalić się późniejszymi sukcesami na świecie. Że mając wszystko pod ręką: sprzęt, jedzenie, pieniądze, zezwolenia, nie było by tej determinacji w zdobywaniu szczytów. Czy słusznie?
Na to już trzeba sobie odpowiedzieć samemu :) Książkę polecam, czyta się rewelacyjnie.
Książka nie jest jakimś wielkim źródłem wiedzy o polskim himalaizmie, ona jest jedynie wskazówką i zachęceniem, aby czytać więcei i bardziej szczegółowo.

środa, 7 grudnia 2011

Denis Avey- Człowiek, który wkradł się do Auschwitz

"Człowiek, który wkradł się do Auschwitz" to historia brytyjskiego żołnierza, który z własnej woli przedostał się do obozu Auschwitz III-Monowitz. Denis Avey zaciągnął się do wojska w 1939 roku. Uczestniczył w walkach w Afryce Północnej w szeregach 7 Dywizji Pancernej. Gdy dostał się do niewoli, umieszczono go w jenieckim obozie pracy E715 w Monowicach. Tam dowiedział się o okrucieństwach, jakich dopuszczano się wobec więźniów sąsiedniego obozu koncentracyjnego. By zostać świadkiem bestialstwa nazistów zrezygnował z ochrony, jaką dawał mu mundur brytyjskiego żołnierza. Przebrany w pasiak żydowskiego więźnia dwukrotnie wkradł się do Auschwitz III – miejsca, w którym wyniszczającą pracą dla niemieckiego koncernu IG Farben skazywano więźniów na powolną śmierć. Denis Avey przeżył również tragiczny marsz śmierci, w który przerodziła się ewakuacja tysięcy więźniów przed zbliżającą się Armią Czerwoną. Po długiej wędrówce przez Europę Środkową Avey w końcu wrócił do ojczyzny. Przez wiele lat nie był w stanie mówić o bolesnych wydarzeniach z przeszłości, nawiedzających jego myśli i dręczących go w sennych koszmarach. Dziś Denis Avey opowiada swoją historię. Jest ona równie porywająca, jak wzruszająca; ukazuje losy zwykłego człowieka, którego głęboko zakorzenione poczucie moralności i zdumiewająca odwaga uczyniły kimś niezwykłym. To książka niezwykle ważna, w samą porę przypominająca o zagrożeniach, wobec których staje każde społeczeństwo skażone nietolerancją i rasizmem. "
Szczerze mówiąc książka mnie rozczarowała. Owszem, jest napisana dobrze, Denis Avey potrafi barwnie opisywać rzeczywistość, zwraca uwagę na wiele szczegółów. Ale... Nastawiłam się na inną opowieść- myslałam, że- zgodnie z tytułem- zostanie opowiedziana historia, w jaki sposób Avey dostał się do Auschwitz oraz o tym co tam zobaczył i jak zareagował. A tak naprawdę książka jest biografią Aveya, opisuje jego wstąpienie do wojska, walki w Afryce, niewolę w obozie dla jeńców alianckich, który to znajdował się w pobliżu KL Auschwitz Monowitz. Tam właśnie doszło do tego, co w tytule zapowiada pasjonującą historię. A tak naprawdę historia ta zajmuje w książce kilka stron.. Avey zamienia się miejscem z jendym z zydowskich więźniów, w zasadzie w obozie Auschwitz w sumie spędza 2 noce i 2 dni. Oczywiście podziwiam jego odwagę i dezycję, żeby zrezygnować z "wygód" własnego obozu na rzecz tego, aby na własne oczy zobaczyć, co dzieje się "u pasiaków". Niemniej, jak już wspominałam, nastawiłam się na więcej. Myślałam, że książka będzie bardziej w klimacie "Pięciu lat kacetu" Grzesiuka- opowie o życiu codziennym w obozie, tylko tym razem widzianymi oczami ochotnika. tego tu nie ma. Dlatego każdy, kto sięgnie po tą książkę, zachęcony pięknymi zapowiedziamy wydawcy, może poczuć się zawiedziony. Jak ja.

środa, 13 lipca 2011

Sławomir Rawicz-Długi marsz

Wiosną 1941 roku autor, 26 - letni polski porucznik kawalerii, organizuje ucieczkę z obozu nr 303 na Syberii. Towarzyszy mu sześciu więźniów z różnych krajów, w tym jeden obywatel USA. Uciekinierzy przedzierają się na południe przez tajgę, wyżyny Mongolii, pustynię Gobi, Tybet, Himalaje, do ,brytyjskich Indii - ponad 6000 km. Nie maja mapy ani kompasu, jedyny ich ekwipunek to siekiera i nóż. Codziennie czyhają na nich nowe niebezpieczeństwa. Mimo wielkiej woli przeżycia, odwagi i wytrzymałości fizycznej nie wszystkim uda się osiągnąć cel.

Powiem szczerze,że po przeczytaniu tej książki miałam bardzo mieszane uczucia. O książce usłyszałam, kiedy powstawała produkcja hollywoodzka z Colinem Farrelem.Mąż zaczął namawiać na kupno książki, a ja uległam. Przeczytaliśmy ją oboje i wrażenia mamy podobne. Po 1- jakby ktoś streścił jakąś dłuższą opowieść. Wszystko wydawało się lekko odrealnione, szczególnie po przeczytaniu iluś tam książek o obozach hitlerowskich czy o Gułagu. Wydaje mi się nieprawdopodobne, że pod okiem Rosjan udało się Rawiczowi i jego towarzyszom odkładać chleb, skóry, nóż czy siekierę. Kręciłam głową, kiedy czytałam o przeprawie przez pustynię bez wody ( prawie bez wody- pili ją co ok. 8 dni). Potem trafiłam na TEN artykuł i zrobiło mi się co najmniej nieswojo.
Samą historię czyta się z wielkim zainteresowaniem, jesteśmy ciekawi, jak dalej potoczą się losy bohaterów. W posłowiu autor wyjaśnia, co się z nim działo po ucieczce. Dla ułatwienia przyswojenia sobie całej trasy, na początku książki znajduje się schematyczna mapa. Ktokolwiek przeszedł taką trasę, zasługuje na szacunek.